3 września 2011

 
Pożądam kategorycznie
bycia gdzie indziej.
Pożądam ekstatycznie bycia inaczej.
Chcę zrobić siebie na nowo,
sama zrobić siebie na nowo.
Nie muszę żyć,
ale muszę zrobić sama siebie
na nowo


31 sierpnia 2011

Dziś to jeden z tych dni, kiedy to przypomina mi mój umysł tylko o bliznach na i w bladej skórze ukrytych, niezmienności pewnych rzeczy i zamkniętym kole, które sama stworzyłam. Nieważne co, nieważne jak. Przypuszczam, że zawsze i tak wrócę do tego samego punktu.
W ciągu kilku dni moje życie stało się tanim dreszczowcem. Kończy się nagle. Zanim jednak film się urwie i taśma zacznie się palić, następuje bóg z maszyny, bożek maszynowego pistoletu, co finezyjnie jebnął głównemu bohaterowi tasakiem w arterię. Potem - nawet nie ma napisów końcowych. Można tylko patrzeć i szlochać nad rozlanym mlekiem. Kończy się nagle. A my, główni bohaterowie, jesteśmy tylko widzami. Nikt nigdy nie widział tego, co puścił te taśmę w ruch projektora.

odliczam dni, do końca wszystkiego

24 sierpnia 2011

Nadzieja jest niedobra. Wiara jest dobra. Najlepsza. Ja wierzę niezmiernie. Ze wszystkich moich głębin wierzę głęboko. Ktoś mnie kiedyś odkryje na pewno. Wiem. Zawsze to wiedziałam. Kiedyś będzie dobrze. Kiedyś będzie tak, że ani jedna zmora nie będzie nade mną wisiała. Ani jedna panika nie będzie mnie ścigać, nie będzie mnie przeganiać z miejsca na miejsce. Nic mi nie będzie przesłaniać jasnego widoku. Ani jedna czarna pieczęć. Zawsze to wiedziałam. Dlatego wszystko wytrzymam. Najgorsze. Dlatego mogą sobie dyndać teraz zmory nad moją głową, raz wyżej, raz niżej. Tylko że nieraz tak blisko dyndają, że aż strach mnie ogarnia, szaleństwo mnie strasznie ogarnia bojaźliwie, że nie daj Chryste Panie, jak jestem blisko końca końców. Ale to nie jest najgorsze jeszcze, bo wiara moja głębinowa zawsze wygrywa, w końcu końców ostatecznym. Najgorsze są inne chwile, inne chwile dziejów: strachu wtedy nie mam najmniejszego, zmory mnie nie gnębią, nic, smutku też nie czuję, żadnego zmartwienia, wszystko jest właściwie dobrze jakby, nie myślę o niczym, i to jest właśnie to, o to właśnie chodzi, bo oto głowa zaczyna mi odchodzić gdzieś daleko, od wszystkiego, co znam, czego nie znam, ale sobie wyobrażam, co mogę sobie wyobrazić.

16 sierpnia 2011

Wiem, że teraz nie pora myśleć o tym czego jest mi brak, lepiej pomyśleć o tym co mogę zrobić z tym co mam. Tracę wątek. Tak jakbym była rozszczepiona na dwie i sama ze sobą bawiła się w berka. Pośrodku jest wielki słup i gonimy się wokół niego. Tamta druga ja zawsze zna właściwe słowa, lecz ta ja nigdy nie może tej drugiej złapać. Uświadomiłam sobie swą słabość i nie chcę się przed nią bronić; jestem pijana słabością. Już zbyt wiele się stało, co się stać nie miało, a to, co miało nadejść, nie nadeszło. Dlaczego nie jestem już tą dawną, dziką, zuchwałą, wolną dziewczyną, która umiała śmiać się ze zniewag, zamiast szaleć z rozpaczy! Dlaczego tak się zmieniłam, że  kilka słów wystarczy, aby krew we mnie zawrzała? 
Płaczę. Idę ulica i płaczę. Łzy mi wchodzą do ust. Idę, bo duch mnie opętał. Szum wielki. Wielkie ściśnięcie serca. Smutek niezamierzony. Litość niewiadoma. Trwoga nieznana. Idę wtedy na jakieś ubocza, bokami chodzę, ciszy szukam najmożliwszej, spokoju, bezludzia, pustyni jakiejś. I tak idąc myślę. Myślę. O tym, o czym każdy chyba myśli czasami na pewno, ale ja za często, za często. Trwoga mnie ogarnia i smutek bezbrzeżny, serce moje ściska się i boli, rozciąga się i boli, głowa moja płynie. Tam gdzie każda głowa płynie może nieraz, ale ja za często, za często. 


jestem twoją klątwą, przekleństwem
niedokończoną przyjemnością

4 sierpnia 2011

3 sierpnia 2011

Siadam na łóżku, opieram plecy o zimną ścianę, nogi przysuwam do klatki piersiowej i przygryzam wargi. Dłonie zaciskają się w pięść, której uścisk jest tak mocny, że paznokcie wbijają się w ciało do krwi. To nie boli - ani trochę. Jedyne co boli to strach i ta pierdolona bezradność, która z dnia na dzień mnie wykańcza.
Nie moge ogarnac calego cholerstwa poruszajacego sie po ziemi. Moja największa wada? Zbyt często wracam do tego, co było kiedyś i o czym już dawno powinnam zapomnieć. Patrzę w niebo. Wącham powietrze. Uwielbiam je prawie tak bardzo jak to po burzy. Wszystkie myśli poświęcone Tobie. Czuje ból, lecz za długo odczuwałam pustkę, by teraz na to narzekać. Cisza... idealna cisza.

 

Jest we mnie takie coś, co może się w każdej chwili rozpłakać.

2 sierpnia 2011

Chcę drinka. Chcę pięćdziesiąt drinków. Chcę butelkę najczystszego, najmocniejszego, najbardziej niszczycielskiego, najbardziej trującego alkoholu na Ziemi. Chcę pięćdziesiąt butelek. Chcę kopę metamfy w proszku, pięćset kwasów, worek grzybków, tubę kleju większą od ciężarówki, basen benzyny tak duży, żeby się w nim utopić. Chcę czegoś wszystkiego czegokolwiek jakkolwiek ile tylko się da. Chcę potrzebuję chcę potrzebuję chcę potrzebuję tyle, żeby zabić unicestwić swoje myśli, siebie