16 sierpnia 2011

Wiem, że teraz nie pora myśleć o tym czego jest mi brak, lepiej pomyśleć o tym co mogę zrobić z tym co mam. Tracę wątek. Tak jakbym była rozszczepiona na dwie i sama ze sobą bawiła się w berka. Pośrodku jest wielki słup i gonimy się wokół niego. Tamta druga ja zawsze zna właściwe słowa, lecz ta ja nigdy nie może tej drugiej złapać. Uświadomiłam sobie swą słabość i nie chcę się przed nią bronić; jestem pijana słabością. Już zbyt wiele się stało, co się stać nie miało, a to, co miało nadejść, nie nadeszło. Dlaczego nie jestem już tą dawną, dziką, zuchwałą, wolną dziewczyną, która umiała śmiać się ze zniewag, zamiast szaleć z rozpaczy! Dlaczego tak się zmieniłam, że  kilka słów wystarczy, aby krew we mnie zawrzała? 
Płaczę. Idę ulica i płaczę. Łzy mi wchodzą do ust. Idę, bo duch mnie opętał. Szum wielki. Wielkie ściśnięcie serca. Smutek niezamierzony. Litość niewiadoma. Trwoga nieznana. Idę wtedy na jakieś ubocza, bokami chodzę, ciszy szukam najmożliwszej, spokoju, bezludzia, pustyni jakiejś. I tak idąc myślę. Myślę. O tym, o czym każdy chyba myśli czasami na pewno, ale ja za często, za często. Trwoga mnie ogarnia i smutek bezbrzeżny, serce moje ściska się i boli, rozciąga się i boli, głowa moja płynie. Tam gdzie każda głowa płynie może nieraz, ale ja za często, za często. 


jestem twoją klątwą, przekleństwem
niedokończoną przyjemnością

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz