31 sierpnia 2011

Dziś to jeden z tych dni, kiedy to przypomina mi mój umysł tylko o bliznach na i w bladej skórze ukrytych, niezmienności pewnych rzeczy i zamkniętym kole, które sama stworzyłam. Nieważne co, nieważne jak. Przypuszczam, że zawsze i tak wrócę do tego samego punktu.
W ciągu kilku dni moje życie stało się tanim dreszczowcem. Kończy się nagle. Zanim jednak film się urwie i taśma zacznie się palić, następuje bóg z maszyny, bożek maszynowego pistoletu, co finezyjnie jebnął głównemu bohaterowi tasakiem w arterię. Potem - nawet nie ma napisów końcowych. Można tylko patrzeć i szlochać nad rozlanym mlekiem. Kończy się nagle. A my, główni bohaterowie, jesteśmy tylko widzami. Nikt nigdy nie widział tego, co puścił te taśmę w ruch projektora.

odliczam dni, do końca wszystkiego

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz