3 sierpnia 2011

Siadam na łóżku, opieram plecy o zimną ścianę, nogi przysuwam do klatki piersiowej i przygryzam wargi. Dłonie zaciskają się w pięść, której uścisk jest tak mocny, że paznokcie wbijają się w ciało do krwi. To nie boli - ani trochę. Jedyne co boli to strach i ta pierdolona bezradność, która z dnia na dzień mnie wykańcza.
Nie moge ogarnac calego cholerstwa poruszajacego sie po ziemi. Moja największa wada? Zbyt często wracam do tego, co było kiedyś i o czym już dawno powinnam zapomnieć. Patrzę w niebo. Wącham powietrze. Uwielbiam je prawie tak bardzo jak to po burzy. Wszystkie myśli poświęcone Tobie. Czuje ból, lecz za długo odczuwałam pustkę, by teraz na to narzekać. Cisza... idealna cisza.

 

Jest we mnie takie coś, co może się w każdej chwili rozpłakać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz